sobota, 2 lutego 2013

A gdy przychodzi weekend...

Tak wiem, jestem nudziarą.
Znowu jest weekend.
A u mnie znowu grzaniec.
Tylko że tym razem taki grzaniec dla abstynentów.
Albo dla kierowców.
No i dzieciaki też mogą go spróbować.
W każdym razie, ostatni weekend był przecudowny, magiczny, wspaniały, a ten się zapowiadał trochę gorzej.
Więc na poprawę humoru, na rozgrzanie (choć grzać już się nie trzeba w zasadzie, bo w okno prawie puka wiosna).
Ale każdy powód jest dobry.
Na picie.
Ale ja dziś nie piję.
Tylko popijam grzańca z herbaty i zagłębiam się w życie robali, grzybów, bakterii i innych mniej sympatycznych istot.
Swoją drogą im więcej dowiaduję się o  tych stworzonkach, tym bardziej tracę na wszystko apetyt. Bo jak tu zjeść ze smakiem ciacho, czytając o dwudziestometrowym tasiemcu.

Dobra, ale wracając do herbaty, to mimo wszystko taka mikstura jest całkiem w porządku. 
Bardzo aromatyczna.
Jednak we wszystkie inne dni, te wolne, beztroskie i spędzane w najlepszym towarzystwie z możliwych pozostanę wierna tej wersji.

A na dzisiejsze popołudnie, wieczór i noc jakiś partner też się przyda.
Nawet taki mały i nie za bardzo rozgadany.
W każdym razie nie będę się czuła samotnie ;)






Grzaniec z herbaty

  • mocna, czarna herbata
  • plasterek pomarańczy
  • łyżeczka miodu
  • kilka goździków
  • 1/3 łyżeczki imbiru

Wykonanie najprostsze na świecie- wrzucić wszystko do herbaty, zamieszać i pić koniecznie na gorąco;)





Udanego weekendu ;)



4 komentarze:

  1. uwielbiam taką herbacianą wersję grzańca! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dzisiaj chyba się "upiję" twoim grzańćem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj ;) mi się to jeszcze nie udało, choć wypiłam już dziś dwa ;P

      Usuń
  3. Na pewno pyszny ten grzaniec. Lepszy niż z alkoholem.

    OdpowiedzUsuń