poniedziałek, 11 lutego 2013

Na ostatek!

Jakie słowa najczęściej słyszę na koniec rodzinnych imprez, imienin i spotkań?
Właśnie te tytułowe. Na ostatek.
To w zasadzie taka zabawa, którą zawsze zaczyna mój wujek.
Cała rzecz polega na tym, że ten kto opuszcza imprezę, musi kogoś dotknąć, krzyknąć „Na ostatek!” i brać nogi za pas, żeby jego już nikt w ten sam sposób nie potraktował.
Takie to nic, a cieszy. Wiem, że w dużej mierze spowodowane jest to hmm stanem wszystkich imprezowiczów. A jest to taki stan, w którym można się śmiać ze wszystkiego.Więc takie bieganie, ze słowami  „Na ostatek” na ustach, jest jak najbardziej zabawną sprawą.
To taka drobna dygresja co do tytułu.
Ale nie o tym miało być.
Miałam zacząć od tego, że mama i babcia są niezastąpione i najlepsze na świecie.
Wystarczy zostawić je same na weekend.
I to oczywiste, że taki duet zawsze coś wykombinuje.
A w okresie ostatkowym w ciemno mogę celować, że ten ich spisek musi się nazywać faworki :)
I nie było inaczej w tym razem.
Niedzielny wieczór i mój powrót do domu był bardzo przyjemny. 
Idealne, lekkie i rozpływające się w ustach, oprószone cukrem pudrem małe cuda. Odłożone i czekające specjalnie na mnie.
Znacie coś lepszego niż wracać do domu i być przywitanym w taki właśnie sposób?
Bo ja z ręką na sercu mówię że nie ;)




Przepis cytuję za mamą i babcią ;)

  •  5 żółtek
  • 2 szklanki mąki
  • 200 ml kwaśnej śmietany
  • kieliszek spirytusu
  • łyżka masła
  • łyżka cukru
  • olej do smażenia 

Mąkę przesiewamy na stolnicę, dodajemy masło i dokładnie siekamy. Następnie dodajemy żółtka, cukier, spirytus i śmietanę i zagniatamy ciasto (powinno być pulchne. Jeśli jest zbyt luźne dodajemy mąkę).  Następnie należy wyrobione ciasto kilka razy "uderzyć" wałkiem, by nabrało lepszej konsystencji. Ciasto należy bardzo cienko rozwałkować i kroić w paski o szerokości ok. 3 cm i długości ok 10 cm. Każdy pasek nacinamy w środku i przekładamy przez to przecięcie. Smażyć na rozgrzanym oleju z obu stron na jasnożółty kolor. Odsączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku, a następnie obficie oprószyć cukrem pudrem.




100% zadowolenia z tego przepisu gwarantują mama i babcia ;)
A córka i wnuczka z pełną buzią faworków to potwierdza!

Miłego popołudnia ;)




5 komentarzy:

  1. Nigdy się nie spotkałam z taką "imprezową" zabawą :D A domowych faworków zazdroszczę, nigdy nie zapomnę tych, wychodzących spod ręki ukochanej Babci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się że się nie spotkałaś, bo ja myślę,że taka zabawa po prostu nie istnieje ;D i to jest wyłącznie wymysł mojego dowcipnego wujka ;)

      Usuń
  2. I takie faworki tylko w okresie Tłustego Czwartku:) Pyszności! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. oo faworki , przyznam ,ze nigdy w życiu ich nie jadłam .. ciekaw czemu ? u mnie w domu jakoś nigdy ich jeszcze się ie robiło ani nie kupowało ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie jak najprędzej musisz to nadrobić! :)

      Usuń