piątek, 15 lutego 2013

Ugryźć Turcję !

Tak ugryźć. Powąchać, spróbować, smakować i kosztować.
Bo gwarantuję, że odwiedzając ten kraj, nie można przejść obok tematu kulinariów obojętnie.
Zapachy, smaki, kolory. Turecka kuchnia działa naprawdę na wiele zmysłów.
Pomysł na takiego posta, zrodził się już dawno w mojej głowie.
A gdy przeglądnęłam zdjęcia, stwierdziłam że w jednym, nie uda mi się wszystkiego pomieścić.
Bo wspomnień mam mnóstwo i mogłabym tak gadać godzinami.
Więc ostrzegam: przepisu dziś nie będzie.
Nie będzie też krótko, zwięźle i na temat. No ok, tematu obiecuję się trzymać. Ale i tak dziś przetrwają tylko najsilniejsi ;)
Ostatnie wakacje były najwspanialszymi jak dotąd w moim życiu. I mówię to z ręką na sercu.
Nie było lepszych.
A dlaczego?
Ano dlatego, że po raz pierwszy wyjechałam tak daleko, poznałam bliżej zupełnie inną kulturę, nowe smaki, miejsca, ludzi.
Bo wykorzystałam każdą chwilę podczas tych 2 tygodni do maksimum i teraz oglądając zdjęcia szczerzę się jak głupia do ekranu komputera.
A co najważniejsze, w zasadzie powinnam napisać o tym od razu, pierwszy raz spędziliśmy z moim Panem tyle czasu. Tylko razem. We dwoje.
Tylko morze piasek, my... i pyszne jedzenie, bo zaczęło się robić za bardzo ckliwie, a nie o tym miałam pisać.
Miało być o próbowaniu, nowych smakach, lepszych i tych gorszych, czasem zaskakujących.
Nie ukrywam, że przygotowując się do tego wyjazdu, rzeczą o której myślałam z taką samą częstotliwością jak o plaży i morzu, było jedzenie. Nie mogłam się doczekać po prostu!

Dojechaliśmy do hotelu około północy. Niewyobrażalnie głodni.
Niestety o tej porze, o normalnej kolacji mogliśmy zapomnieć, ale specjalnie dla nas została otwarta restauracja, żebyśmy mogli coś przekąsić. Wiadomo, że mieliśmy do wyboru tylko to co zostało z ostatniego posiłku, ale wierzcie lub nie, ten nasz pierwszy posiłek to jeden z moich ulubionych, które tam zjedliśmy. Nie wiem czy to po prostu podekscytowanie, radość z przyjazdu, ale smakowało nieziemsko.



Co więc zjadłam podczas tej pierwszej kolacji?
Po pierwsze pilav. Potrawa, której podstawą jest ryż lub kasza bulgur i można jej spróbować w wielu różnych wariacjach. Najbardziej znane to :Yesil mercimekli Bulgur Pilav (pilaw z zielona soczewica ), Sehriye Pilav (pilav z makaronem w ksztalcie ryżu), Sebzeli Pilav  (pilav z warzywami).
Tu na zdjęciu możecie zobaczyć Sehriye Pilav (Sehriye to właśnie ten drobny makaron).
Spróbowałam też kurczaka, który był bardzo delikatny i smaczny.
No i nie mogłam sobie odmówić serów oraz oliwek. Uwielbiam je po prostu.  A gdy zobaczyłam, następnego dnia przy śniadaniu, jaki jest wybór tych produktów zaparło mi dech w piersiach. 
Oliwki we wszystkich kolorach tęczy (no prawie). Od zielonych, przez fioletowe i purpurowe aż po czarne. Zielone oliwki są zwykle twardsze, a czarne - delikatniejsze w smaku.
Jeśli chodzi o sery to przeczytałam gdzieś powiedzenie, które bardzo przypadło mi do gustu: jeżeli jakieś zwierzę posiada wymiona, to Turcy już dawno odkryli, jak je wydoić, a mleko przetworzyć w ser.
Spróbowałam wszystkich rodzajów serów, jakie tylko były dostępne w naszym hotelu. Stały się obowiązkową przekąską wszystkich moich posiłków. Twarde, miękkie, łagodne i ostre w smaku- naprawdę było w czym wybierać.

Jak widzicie drugi talerzyk z serami, warzywami i oliwkami to był u mnie standard ;)

Jeśli chodzi o śnadania, to w obliczu ogromnego wyboru pieczywa czułam się jak ryba w wodzie.
Szczególnie zasmakowały mi tureckie obwarzanki z sezamem czyli simit. Z masełkiem smakowały obłędnie.


Nie przypadła mi jednak do gustu turecka wędlina i raczej omijałam ją szerokim łukiem. Jej kolor był naprawdę kosmiczny ;)


Podniebienie mojego towarzysza, jak widać na załączonym obrazku, jest mniej wymagające i toleruje bardziej zachodnie smaki. Sprawdzona jajecznica i omlety były jak najbardziej w porządku.
Pancakesy z czekoladą też okazały się dobrym rozwiązaniem.


I na tym dziś kończę. Żebyście nie posnęli przed ekranem.
I tak hołd składam tym którzy dotąd wytrwali.
A to jeszcze nie koniec.
To be continued... ;)




6 komentarzy:

  1. marzy mi się, aby kiedyś odwiedzić Turcję :)
    kolor szynki - haha, rzeczywiście kosmiczny :D:D

    OdpowiedzUsuń
  2. też byłam w Turcji w te wakacje, od razu zakochałam się w tym kraju i ich kulturze. co prawda hotelowe jedzenie nie umywało się do tego w knajpach, nawet kebab mi smakował (z polskim kebabem nie ma to nic wspólnego).
    aż naszło mnie na sentymenty...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że w knajpach jedzenie jest wyśmienite i po kolacji w tradycyjnej tureckiej restauracji byłam zachwycona :) jednak na posiłki w hotelu też nie narzekałam, bo wszystko było świeże i smaczne ;)

      Usuń
  3. Chętnie bym odwiedziła Turcję, ale obawiam się szalonych Turków którzy dostają bzika na punkcie blondynki o porcelanowej cerze takiej jak ja ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak oni są szaleni ;) dostają bzika na punkcie wszystkich turystek, a blondynek to już w ogóle ;D

      Usuń