sobota, 16 marca 2013

Ugryźć Turcję część II


Kulinarnej podróży po Turcji ciąg dalszy.
Bo obiecałam, że to jeszcze nie koniec, a zainteresowanych na część pierwszą wycieczki zapraszam tu.





Słyszysz Turcja i co myślisz?
Pierwsze skojarzanie- kebab ( a raczej kebap, bo taka jest turecka nazwa). Być w Turcji i nie skosztować prawdziwego kebabu, to jak pojechać do Egiptu i nie zobaczyć piramid, albo odwiedzić Paryż i nie wjechać na wieżę Eiffla.
Ja spróbowałam, podczas kolacji w tradycyjnej, tureckiej restauracji i powiem wam, że teraz nie wybiorę się już tak chętnie na Grodzką, żeby zjeść pysznego, krakowskiego kebaba. 
Choć gdy kelner przyniósł danie główne, minę miałam raczej nietęgą. Po powąchaniu zawartości talerza, stwierdziłam że lepiej przejdę już do deseru. 
Co tu dużo mówi,ć mój obiad po prostu pachniał baranem. 
Jednak ciekawość wzięła górę. I dobrze. 
Kebab był po prostu pyszny! Wyraziste w smaku, soczyste mięso, doskonale doprawione.
Mój Pan również zajadał się tym daniem z niesamowitym apetytem i nawet pietruszka, którą Turcy namiętnie stosują w swojej kuchni, mu nie przeszkadzała. A muszę dodać, że „to zielone” działa na niego jak płachta na byka.


Odchodząc od kebabu, który definitywnie zdobył moje kubki smakowe, więc musiłam wspomnieć o nim na samym początku, cała ta pamiętna kolacja była po prostu wyśmienita. I (za)bardzo syta.
Na sam początek kelner podał zupę z soczewicy.



Pyszna, aromatyczna, wspaniale smakowała zagryzana tureckim chlebkiem.
Potem były kolejne przystawki przed właściwym posiłkiem i tym sposobem, zanim dostałam danie główne, byłam już konkretnie najedzona.
Smaczne były te „mini gołąbki” czyli mięso mielone podawane w liściach winorośli.


I kolejny "zapychacz" przed kolacją. Nie wiem dokładnie co to było, w każdym razie jakieś cienkie, naleślikowe ciasto z nadzieniem mięsno- serowym, smażone w panierce.



I były jeszcze różnego rodzaju sery oraz oliwki podane na półmisku, których niestety na zdjęciu nie uwieczniłam, bo nim o tym pomyślałam, już połowa zawartości talerza wylądowała w moim brzuchu.
A po takim sytym posiłku?
Wiadomo deser.
A tureckie desery mają to do siebie, że są nieziemsko słodkie.
Każdy kto miał okazję skosztować baklavy wie o czym mówię. A chałwę znają chyba wszyscy.
Więc gdy kelner postawił przede mną deser, miałam w planach tylko zrobić zdjęcie i zaspokoić się samym spojrzeniem na talerzyk.
Myślicie że się udało?
Jasne że nie. Smakowało fantastycznie!


I już po kolacji..


Myślałam, że nie dam rady wstać od stołu. Miałam ochotę rzucić się na piasek i nie ruszać się do rana.
Ale dochodzące dźwięki plażowej imprezy były bardziej kuszące.



Więc wieczór skończyłam tańcząc na boska nad brzegiem morza i zaspokajając pragnienie wystrzałowymi drinkami.
I wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim?
Że te wakacje… to se ne vrati :(

Cdn

13 komentarzy:

  1. Ne vrati? Może jednak, może kiedyś...

    Nie wiedziałam, że natka pietruszki jest tak stosowana w kuchni tureckiej. Kto by pomyślał... Mam coś wspólnego z Turcją! Turecka chałwa jest rzeczywiście okrutnie słodka, ale... jaka smaczna!:)

    Kebabu (pu) nie lubię. Po prostu. Ale ponieważ w ogóle go nie kupuję - bo go nie lubię - nie wiem jaka jest różnica smakowa między "najlepszym kebabem w mieście", a prawdziwym tureckim kebabem i pewnie nigdy tej różnicy nie będzie mi dane wyczuć:) Niemniej wszystkie Twoje dania wyglądają smakowicie, chętnie bym na taką kolacyjkę wpadła^^

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany, za oknem biało i śniegu po kolana, a tu takie fantastyczne zdjęcia i słoneczna Turcja! Chcę tam być, tak bardzo, teraz, zaraz, już! :D
    Haa, kebab na Grodzkiej! :D Ale wierzę na słowo, że ten turecki tysiąc razy lepszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ja też chętnie bym się tam przeniosła natychmiast! ;)

      Usuń
  3. Smacznie to wszystko wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ah, zazdroszczę takich wakacji, naprawdę musiało być genialnie <3

    OdpowiedzUsuń
  5. wakacje -wspomnienia - jakie to piękne ;)
    nigdy tam nie byłam ,ale patrząc na te pyszności aż mi ślinka cieknie ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam Cię za ten wpis :) po wyjeździe do Tucji jestem zakochana w tym kraju kulturze i oczywiście kuchni :) o ile nie cierpię kebabów (generalnie nie lubię mięsa, a baraniny nigdy bym nie tknęła) ale dałam się namówić na zjedzenie prawdziwego tureckiego kebapu (!) z baraniną. to jest pyszne! a banlava i chałwa...mmmm ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. zazdroszczę podróży. jako roślinożercę najbardziej uwiódł mnie deser i zupa z soczewicy. pyyycha. ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Turcja ma swój klimat i smak, a różnorodność smaków ogromna. Wszystko co na talerzach wygląda niesamowicie apetycznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. fantastyczne:) rozmarzyłam się:)

    OdpowiedzUsuń
  10. nie lubię kebabów, ale takiego prawdziwego tureckiego to naprawdę chętnie bym spróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam w Turcji już 2 razy, ale chętnie bym wybrała się jeszcze raz. Mam ogromną słabośc do tego kraju :)

    OdpowiedzUsuń