piątek, 31 maja 2013

Kurczak z brązowym ryżem w sosie curry


Sesja w pełni rozkwitu, a ja marzę o wakacjach.
Chyba prawidłowio?
No nie mogę inaczej, bo za każdym razem gdy sięgam do pewnego koszyczka, pełnego kolorowych przypraw, wspomnienia wracają jak bumerang.
Znów jestem na tureckim targu, chcę wszystkiego dotknąć, powąchać, spróbować, a równocześnie nie stracić z oczu mojego towarzysza, który najchętniej targowałby się na prawo i lewo.
Pewnie nawet przehandlowałby i mnie gdyby nadarzyła się atrakcyjna okazja ;)
Nie narzekam jednak, bo dzięki jego wyczerpującym pertraktacjom, udało się Nam nabyć wiele cudownych przypraw i trochę z nich znalazło miejsce w mojej kuchni.
Dziś uśmiecham się na myśl o naszych tureckich zakupach, ale wtedy bliżej było mi do łez niż do śmiechu.
Może to zabawne, ale momentami naprawdę się bałam, gdy mój Pan wykrzykiwał coraz to niższe ceny, a  rozjuszony Turek robił się czerwony, potem purpurowy i jeszcze trochę, a z całą pewnością, zacząłby podwijać rękawy.
Jednak na całe szczęście, obeszło się bez podbitych oczu i połamanych kończyn, a portfele pozostały cięższe, niżby życzył sobie tego wściekły handlarz ;)



czwartek, 30 maja 2013

Koktajl z prażonych jabłek


Strach ma wielkie oczy.
Pierwsze praktyczne zaliczenie, zakończone wynikiem pomyślnym.
Ale musiało być poprzedzone atakiami paniki wszelkiego rodziaju i wielką dziurą w pamięci przed wejściem na salę oraz stwierdzeniem: Przecież ja nic nie umiem!
Po pierwszych minutach byłam pewna, że nie będę w stanie odważyć nawet głupiej wody, porozbijam wszystkie zlewki, a moja masć na pewno będzie się nadawała tylko do kosza.
Jednak udało mi się opanować w porę i wszystko poszło sprawnie i całkiem zgrabnie.
Nie znoszę jednak wszelich niepisemnych egzaminów, ustne spędzają mi sen z powiek, a te praktyczne, wiem po wczoraj, że będą moją zmorą.
A najgorsze w tej sesji i tak wciąż przede mną.
Trudno, będzie co ma być.
A teraz ma być przepyszny i nietuzinkowy koktajl.


wtorek, 28 maja 2013

Kokosowe serniczki z patelni


Ja, miłośniczka kokosowych smaków, dziwię się, że zaserwowałam sobie taki długi odwyk.
No ale, ile można wytrzymać.
W końcu, w mojej szafce, znów pojawiła się ukochana paczuszka.
Będzie więc pysznie i będzie biało.
Co za szczęście jednak, że wcale nie na zewnątrz.
Przecież zima przez najbliższe miesiące ma wakacje.
Jeszcze gdyby tak lato, zatrudniło się w końcu u Nas na pełny etet byłabym w pełni szczęśliwa.
Bo póki co siedzę pod kocem, mimo że czerwiec na karku.
Kto zamawiał na dziś deszcz? Przyznać się.
Nie mam już siły do tegorocznych pogodowych wybryków.
Lepiej zjem serniczka ;)




poniedziałek, 27 maja 2013

Kosmiczne i zielone


Poniedziałek to magiczny dzień początków.
Nowych wyzwań, testowania swojego samozaparcia i prób udowodnienia sobie samemu, że jest się stanowczą i twardą istotą.
Nie, ze mną nie będzie jak ze wszystkimi "poniedziałkowiczami" którzy mówią, głoszą, że od poniedziałku to, tamto, siamto, owamto, a potem wychodzi jak zwykle.
Odchudzam się od poniedziałku.
Rzucam palenie od poniedziału.
W końcu będę się porządnie uczyć do sesji... Ale to od poniedziałku.
Upss właśnie się zaczął!




sobota, 25 maja 2013

Tosty ze szpinakiem i mozzarellą


Czemu dzieci zawsze płakały nad miseczką szpinaku?
To chyba najbardziej powszechna, jedzeniowa trauma z dzieciństwa.
Nie rozumiem tego, bo nie mam takich wspomnień. Ale to tylko dzięki mojej mamie, która nigdy "tego zielonego" nie przyrządzała.
Może cały szkopuł tkwił w tym, że mamy, babcie, ciocie nie potrafiły smacznie przygotować tego pysznego warzywa. Potem zmuszały swoje pociechy do zjedzenia wielkiej zielonej (przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać) kupy, bo to przecież samo zdrowie.
I tak powstawała legenda o tym obrzydliwym warzywie, które większość z nas przyprawia o gęsią skórkę.
A ja jestem pewna, gdyby dzieci spróbowały szpinaku na przykład w tej postaci, prosiłyby o dokładkę przy każdym posiłku.
I o żadnych łzach nad talerzem nie byłoby mowy ;)


czwartek, 23 maja 2013

Utylizacja drożdżówki czyli francuskie tosty


Poszukując w torbie słuchawek, można znaleźć bardzo ciekawe rzeczy.
Nawet biedną drożdżówkę z serem.
Jej stan, z całą pewnością nie wskazywał, aby była wciąż zdatna do spożycia. Jednak na szczęście, są pewne triki, które pozwalają przywrócić jej dawną młodość.
Dzięki takim sztuczkom, moja drożdżówka dostała dziś nowe życie.
I to nie byle jakie, bo nawet dużo lepsze od poprzedniego.
Wniosek jest prosty: warto czasem pozwolić umrzeć drożdżówce z serem, aby móc potem ją wskrzesić w taki pyszny sposób ;)




wtorek, 21 maja 2013

Domowy, brązowy cukier waniliowy

Znowu waniliowo.
Znowu słodko.
Za mało dyscypliny.
Za dużo bujania w obłokach.
Pora się budzić. Już czas.


sobota, 18 maja 2013

Delikatne placuszki z serka waniliowego


Weekend zaczął się bardzo miłym piątkowym wieczorem.
Było doborowe towarzystwo, były rozmowy, śmiechy i było piwo w trzech wariantach.
Fiołek, marakuja czy banan? Który najlepszy?
Werdykt padł jednogłośnie. Marakuja nie ma sobie równych !
Skończyło się na spacerze, darmowej kawie pod Barbakanem, zdjeciach i planach na najbliższą przyszłość;)
A potem była cebulowa zupa z grzankami, jeden talerz i dwie łyżki, sałatka z kurczakiem i awokado, kieliszek wina, chwilowa burza mózgów, aby przypomnieć sobie jak się nazywa carpaccio ( no wiesz o co mi chodzi, to tak brzmi podobnie do gazpacho...) i jeszcze jeden spacer i rozmyślanie o tym, skąd dwóch panów bezdomnych, robiących dyskoteką na plantach wytrzasnęli radio.. Lubię takie dni.
Dobrze było zachłysnąć się dobrą energią przed pracowitym weekendem.
Dziś otwieram książki i uśmiecham się do wspomnień.
Smażę na obiad delikatne placuszki.
Chcę żeby dalej było słodko :)




piątek, 17 maja 2013

Łosoś na pistacjowo koperkowym pesto


Co każda dziewczyna chciałaby dostać od ukochanego?
Biżuteria, pierścionki, kolczyki, sukienki, perfumy, seksowna bielizna...
Można tak w nieskończoność.
Turecki targ pełen barw i zapachów to raj.
Dla duszy i ciała.
Chyba żadna z nas nie powinna mieć problemów, by w takim miejscu wymyślić dla siebie prezent.
Wróć, kłopotem co najwyżej, może być kwestia zdecydowania się na jedną rzecz.
Ale nie dla mnie.
"Bo wiesz... jakbyś tak mi kupił kilogram pistacji? "
Ten uśmiech - bezcenny.
I nie zapomnę wymownego spojrzenia, gdy doszło do upragnionego zakupu.
"To jakiś żart?! Orzechy naprawdę mogą tyle kosztować! "




środa, 15 maja 2013

Najbardziej gęsta, gorąca czekolada


Z czym Wam się kojarzy gorąca czekolada?
Bo mi... ze szpitalem.
Byłam raczej chorowitkiem, więc często gościłam u Pana doktora.
W szpitalu do którego jeździłam był automat z ciepłymi napojami.
Kawa, herbata, zwykła, malinowa i oczywiście gorąca czekolada.
To już był rytułał- stawałam na paluszkach przed wielką maszyną, wrzucałam drobniaki, które dostałam od taty i naciskałam przycisk z ukochanym napojem. Potem zafascynowana patrzyłam jak z automatu wyskakuje kubeczek, a za chwilę wlewa się do niego czarny płyn.
A później było: Ałaaa jakie to gorące!
No, ale które małe łapki mogłyby cierpliwie czekać, aż  czekolada wystygnie ;)




wtorek, 14 maja 2013

Ucierane ciasto z truskawkami


Wczoraj było ponuro i deszczowo.
Najchętniej nie wychodziłabym z łózka cały dzień, ale nie mogłam sobie na to pozwolić.
Dziś mimo wczesnej pory, słońce już zaczyna się przebijać i widać błękitne niebo, a ja mogę sobie zaserwować leniwy poranek.
To chyba złośliwość rzeczy martwych (albo nie tak do końca martwych).
Na taki miły początek dnia, dziś u mnie prosto i minimalistycznie.
Bo tak jest czasem najlepiej. 
I w życiu i kuchni.
A domowe ciacho idealnie wpisuje się w te standardy.




poniedziałek, 13 maja 2013

Migawki...


Nie, dziś nie gotuję, nie piekę.
Dla odmiany.
Dla powiewu świeżości i nowej energii.
Wracam z migawkami ostatnich dni.




sobota, 11 maja 2013

Omlet z cebulką, papryką, pomidorem i serem feta


Kiedyś nie lubiłam omletów.
Jak to dobrze, że smaki się zmieniają. A ludzie?
Dziś lubię omlety.
I dziś lubię Ciebie.
Dziś się uśmiecham i nie marudzę.
Przegrzewam mleko do kawy.
Wlewam miód prosto ze słoika. Łyżeczka, dwie, łyżka?
Kawa ma kożuch i jest za słodka.
Nic nie szkodzi. Dziś będzie dobry dzień.


czwartek, 9 maja 2013

Kawa o smaku creme brulee


Kawa zaraz po przebudzeniu.
Kawa do śniadania.
Kawa w przerwie między zajęciami, z uczelnianego automatu.
Kawa do popołudniowego ciastka.
Kawa na wszystkie smutki.
I radości i śmiechy.
I czasem nawet kawa do poduchy (tak, po kawie śpi mi się najlepiej)
Kawa rozpuszczalna, parzona, świezo mielona,  z ekspresu,  z mlekiem, z łyżeczką cukru, bez cukru, z mlekiem waniliowym, albo czekoladowym, z cynamonem, cukrem waniliowym, spienioną śmietanką, albo tak jak dziś, czyli o smaku creme brulee.
Gdy tylko dowiedziałam się o istnieniu takiej kawy, wiedziałam że ktoś ją stworzył specjalnie dla mnie.




wtorek, 7 maja 2013

Muffinki pomarańczowo-miodowe z nutą cynamonu


Też macie wrażenie że czas wciąż przyspiesza?
Nie wiem jak to możliwe, że do sesji został tylko niecały miesiąc.
Udaję, uśmiecham się nerwowo patrząc na stos notatek, z niedowierzaniem przedglądam plan egzaminów i wciąż odwlekam spisanie wszystkich dni zero w kalendarzu.
Zabawne ale wydaje mi się że im dłużej tego nie zrobię, uda mi się zamrozić czas.
Więc zatrzymuję go wieczorną przejażdżką na rolkach.
I zapachem pomarańczowych muffinek.




niedziela, 5 maja 2013

Makaron z miodowym twarożkiem i prażonym jabłkiem


Człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach.
Dlatego z pokorą przyjmuję każde nowe doświadczenie.
Na przykład wczorajszy dzień dał mi lekcję, że jazda na rolkach po deszczu to nie najlepszy pomysł.
Wtedy przyjemna przejażdżka z wiatrem we włosach, zamienia się na morderczą walkę ze śliskim asfaltem.
Można się też przekonać, że beton jest o stokroć twardszy, niż mogłoby Ci się wydawać.
A Twoja pewność siebie jest w strzępach, gdy w takim upokorzającym momencie, jakim jest próba wyzbierania się ze spotkania trzeciego stopnia ze zdradliwym chodnikiem, mija Cię stado przedstawicieli płci przeciwnej.
Trudno. Trzeba pracować nad sobą.
I umiejętnościami.





sobota, 4 maja 2013

Mrożona kawa bananowa


Myślałam że dziś dam blogaskowi spokój.
Ale patrząc na to co się dzieje za oknem, po prostu nie mogłam wytrzymać.
Bo jeszcze niedawno leżałam na balkonie popijając taką kawę i patrząc na świat przez wilekie, zielone okulary.
A dziś?
Siedzę w domu pod kocem i piję kolejne gorące kakao z łychą miodu .
Majówko gdzie jesteś?
Albo raczej gdzie byłaś.
Nie wiem kto zabrał słońce, ale ta pyszna i jakże letnia kawa to mój mały apel do niego, żeby wreszcie je oddał!





piątek, 3 maja 2013

Cesarski omlet kaiserschmarrn


Lubię deszcz.
Ale nocą.
Nie ma nic przyjemniejszego, jak leżeć pod ciepłą kołdrą i wsłuchiwać się w bębnienie kropel deszczu.
Jeszcze bardziej lubię budzić się w taki posępny poranek i po krótkiej chwili konsternacji, zdać sobie sprawę, że nigdzie spieszyć się nie muszę.
O takim świcie wszystko jest jakby trochę lepsze.
Nawet omlet, który przeżywa chwile grozy na patelni, cudem staje sie najbardziej udanym omletem jaki kiedykolwiek jadłam.






środa, 1 maja 2013

Penne z łososiem i suszonymi pomidorami w koperkowo śmietanowym sosie


Majówka.
No nareszcie. Ile można czekać.
W końcu śpię, dłużej niż powinnam.
Jem, więcej niż rozum podpowiada.
Uśmiecham się częściej
Chcę więcej.