środa, 15 maja 2013

Najbardziej gęsta, gorąca czekolada


Z czym Wam się kojarzy gorąca czekolada?
Bo mi... ze szpitalem.
Byłam raczej chorowitkiem, więc często gościłam u Pana doktora.
W szpitalu do którego jeździłam był automat z ciepłymi napojami.
Kawa, herbata, zwykła, malinowa i oczywiście gorąca czekolada.
To już był rytułał- stawałam na paluszkach przed wielką maszyną, wrzucałam drobniaki, które dostałam od taty i naciskałam przycisk z ukochanym napojem. Potem zafascynowana patrzyłam jak z automatu wyskakuje kubeczek, a za chwilę wlewa się do niego czarny płyn.
A później było: Ałaaa jakie to gorące!
No, ale które małe łapki mogłyby cierpliwie czekać, aż  czekolada wystygnie ;)









Składniki:
  • 200 ml mleka
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady (50 g)
  • łyżeczka kakao
  • cynamon
  • ewentualnie łyżeczka cukru, miodu 
Mleko wlać do granuszka, dosypać trochę cynamonu do smaku i lekko podgrzać. Zanim się zagotuje dorzucić połamaną czekoladę i łyżeczkę kakao i mieszać cały czas aż do rozpuszczenia. Ewentualnie dosłodzić. Gorący napój przelać do kubka.
Polecam z doświadczenia, rozlać tą porcję do dwóch filiżanek i oddać jedną jakiejś kochanej osóbce, bo ja mimo że jestem małym czekoladocholikiem nie dałam rady całemu kubkowi ;)







.
Macie tak czasem, że chcielibyście się jeszcze raz poczuć się, jak taka mała istotka na bezpiecznych kolanach taty?



Miłego dnia!


30 komentarzy:

  1. Pewnie, że mamy na to ochotę. Może nawet częściej niż tylko "czasem".
    Jakoś tak mam teraz ochotę na kubek czekolady, jakoś tak mam teraz ochotę być znowu małą dziewczynką :-) ...

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany! Jakbym czytała o sobie! Nie byłam co prawda chorowitym dzieckiem, ale bywałam w przychodni całkiem często, był tam taki automat i rzeczywiście zawsze kupowałam - Rodzice mi kupowali - gorącą czekoladę, którę trudno mi było utrzymać w palcach, bo była gorąca:)

    Ostatnio coraz częściej chcę być małą dziewczynką, zaczęłam intensywnie wspominać dzieciństwo, święta, wakacje... Nie wiem skąd to się we mnie wzięło akurat teraz, podejrzewam, że to jakis głupi etap, pisanie mgr, koniec studiów i co? Co dalej? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jest tak jak mówisz, że gdy kończy się jakiś etap w życiu, ogrania nas jakaś panika i niepokój i chcemy się cofnąć do tego co dobrze znamy..
      A z tą czekoladą w szpitalach, to może to jest dobry sposób żeby dzieci nie bały się pana doktora :)

      Usuń
  3. uwielbiam takie zdjęcia, zabrudzony kubek, lekko wylana czekolada. Trochę to przykre, że kojarzy Ci się ona z takim smutnym miejscem. Ale działa jak balsam dla duszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, taką gorącą czekoladę to ja rozumiem, ja chętnie :D Mi się kojarzy z basenem :) Kiedyś jak chodziłam na naukę pływania to za każdym razem kubek gorącej czekolady po basenie musiał być :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, ale cudowna czekolada! Mnie się kojarzy z zimowym chowaniem się w Prowincji i przesiadywaniem tam bardzo długo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gorąca czekolada - napój bogów! :D
    Wygląda idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Omamo jaki nektar życia :D
    Co prawda dla mnie trochę na nią pogoda nie odpowiednia, aleeee...na czekoladę każda pora dobra :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie także gorąca czekolada kojarzy się w pierwszej chwili z antresolą w Prowincji, najczęściej w chłodne jesienne dni lub deszczowe popołudnia.

    OdpowiedzUsuń
  9. jaka czekolada pyszna:) mi się pozytywnie kojarzy, a po Twoim opisie ze szpitalem... jakoś nadal pozytywnie, ten opis jest na swój sposób uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mimo wszystko to dla mnie bardzo miłe wspomnienia :)

      Usuń
  10. Gorąca czekolada kojarzy mi się z baaardzo mroźną zimą kilka lat temu, którą spędziłam w Nowym Jorku, zwiedzając miasto z kubkiem czekolady w dłoniach. Wspaniale rozgrzewała ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pobrudziłaś wtążeczkę :( Jakto się miała nazywać nasza restauracja? Chlaptu chlaptu :D Pasuje do tego posta :D Mmmm w sumie w lecie nie chce się aż tak gorącej czekolady, może jakiś przepis na gorącą czekoladę na zimno :D?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na rześki, wiosenny poranek taka czekolada jest jak znalazł :)

      Usuń
  12. Masz mnie, masz mnie! Samym tym opisem sprawiłaś, że mam ochotę do Ciebie przylecieć i wypić filiżankę takiej gęstej, prawdziwej pitnej czekolady :)

    OdpowiedzUsuń
  13. cuuudowne, klimatyczne zdjęcia!:)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja czekoladę ostatnio wcinam w formie lodów czekoladowych ! polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem że przez to co napiszę, będę zdyskwalifikowana jako miłośniaczka czekolady, ale nie lubię czekoladowych lodów! ;D

      Usuń
    2. Nic dziwnego, że nie lubisz, skoro są niedobre

      Usuń
    3. Bez przesady, myślę że znajdą się na świecie dobre lody czekoladowe, ale ja na takie nie trafiłam jeszcze ;) ale wiele ich też nie próbowałam, bo zawsze wybieram inne smaki ;)

      Usuń
    4. Ej tego nie wiedziałam, ze też nie lubisz lodów czekoladowych :D

      Usuń
    5. No widzisz znamy się jak łyse konie a wciąż jestem dla Ciebie zagadką :P

      Usuń
  15. ja osobiście z niczym jej nie kojarzę, ale najbardziej lubię jak jest gęsta *-* jak budyń ;p

    OdpowiedzUsuń
  16. I od razu kojarzy mi się chłodny zimowy wieczór spędzony przy kominku i dobrej ksiązce :)

    OdpowiedzUsuń
  17. mi się kojarzy też ze szpitalem, ale jeździłam tam na basen ;) I tata zawsze po fundował mi czekoladę :D
    Ta Twoja jest na pewno o niebo lepsza <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowne. Przywołałaś we mnie podobne wspomnienie. Od dziecka jestem alergikiem i przed sezonem na pylenie byłam, jako brzdąc jeszcze, odczulana szczepionkami. I zazwyczaj jeździłam z moim Tatą. Po szczepionce trzeba było czekać 2h w szpitalu, więc my szliśmy do małego baru, gdzie zamawialiśmy pyszne bułki z ulubionymi dodatkami. Ja brałam zawsze szynkę, ser, sałatę, kukurydzę i korniszony :D Pani nazywała te bułki "sanłiczami" :P
    A trzeba pamiętać, że było to na samym początku lat '90 i McD jeszcze nie był u nas znany ;) A potem mogłam sobie wylosować jajko Kinder. Ach, każdą szczepionkę bym zniosła wtedy, tak lubiłam ten nasz mały rytuał :)

    p.s. przepraszam, ze się rozpisałam, ale tak mi się miło zrobiło na to wspomnienie

    OdpowiedzUsuń
  19. ojej mniaaaam muszę koniecznie zrobić w najbliższych dniach :) a tym czasem zapraszam na moje babeczki : http://misjawagawdol.blogspot.com/2013/05/pizamowe-gotowanie-czyli-pieczemy.html

    OdpowiedzUsuń
  20. mniaaaaaaaam! gorącą czekoladę piłam chyba z 10 lat temu :o ale mi ochoty narobiłaś!

    OdpowiedzUsuń
  21. super przepis i w ogole blog. Będę tu zaglądać i polecać. Zabawne jest to ,że kucharze do bani sa na salonach i brylują zaś ci ktorzy naprawdę coś potrafią to robvią karierę jedynie na internecie.... Pozdrawiam...:)

    OdpowiedzUsuń