czwartek, 28 sierpnia 2014

Warszawa po raz kolejny


Dziś ciąg dalszy mojej wędrówki po stolicy.
Będzie jednak trochę inaczej.
Trochę bardziej sentymentalnie.
I całkowicie nie kulinarnie.






Tak się złożyło że mój pobyt w stolicy przypadł między innymi na 15 sierpnia, którego to obchodzone jest Święto Wojska Polskiego. Z tej okazji odbyła się uroczysta defilada. Choć nigdy nie byłam fanką takich imprez, z wielką chęcią i zaciekawieniem udałam się na nią z moimi towarzyszami.

Mogliśmy podziwiać maszerujących żołnierzy.



Nad naszymi głowami, zaroiło się od śmigających po niebie samolotów.



A ziemia zatrzęsła się od sunących po niej ogromnych czołgów.


Nagle stałam się taka malutka w obliczu tych wielkich maszyn i dostojnych żołnierzy. A jeśli ja się tak czułam, to co dopiero mogłyby powiedzieć te wszystkie dzieciaki, które tak licznie przybyły na defiladę.








Wspaniałe przeżycie naprawdę. Bardzo się cieszę że mogłam tam być!


Po defiladzie nasze kroki skierowaliśmy do Muzeum Powstania Warszawskiego.


Idąc wzdłuż Alei Ujazdowskich oglądaliśmy zdjęcia, które przedstawiały bohaterów Powstania Warszawskiego.Wystawę przygotowało Muzeum z okazji siedemdziesiątej rocznicy tego wydarzenia.
Niesamowici ludzie. Naprawdę brakuje mi słów żeby opisać co czułam patrząc na ich twarze i wyobrażając sobie jak ciężko doświadczyło ich życie.
A najwspanialszą rzeczą jaka mogła Nam się przytrafić było spotkanie z Powstańcem, który wolnym krokiem przemierzał tę samą trasę co my i oglądał zdjęcia swoich przyjaciół i towarzyszy.


Pan Tadeusz odnalazł na zdjęciach siebie i zgodził się pozować do zdjęcia. Powiem nawet, że był bardzo zadowolony z tego że chcę go sfotografować.


W dalszą drogę udaliśmy się razem z Nim wysłuchując opowieści o powstaniu. Wspaniały człowiek. Biła od niego mądrość i siła, mimo podeszłego wieku. Do dziś gdy przeglądam zdjęcia, wspominam słowa Pana Tadeusza lub opowiadam komuś o tym spotkaniu, przechodzą mnie dreszcze.


Pożegnaliśmy się z Naszym towarzyszem na przystanku i będąc wciąż pod wrażeniem jego osoby udaliśmy się do Muzeum.


Muzeum nie muszę polecać czy reklamować, bo myślę że powinien odwiedzić je każdy. Panuje w nim niezwykły klimat. Będąc w nim miałam poczucie że czas się cofnął, albo zatrzymał. Sama nawet nie wiem jak to określić. Po prostu żadne muzeum nie zrobiło na mnie jeszcze takiego wrażenia.




Sala z listami, które ludzie pisali do bliskich podczas powstania, była dla mnie chyba najsmutniejsza w całym muzeum.




Wpis wyszedł trochę długi, ale chciałam o tym dniu, opowiedzieć Wam za jednym zamachem.
Mam nadzieję że nikogo nie zanudziłam.
Jeden dzień a tyle wspomnień i emocji.
Do usłyszenia!



6 komentarzy:

  1. nie zanudziłaś w żadnym wypadku :) gdy byłam w Warszawie Monika mnie tam zabrała i jestem jej za to bardzo wdzięczna, warto odwiedzić, zobaczyć, przeczytać... ciągle trzymam te karteczki z kalendarza :)
    zawsze miło mi się przegląda Twoje zdjęcia, są tak klimatyczne - czy to kulinarne czy też z życia wzięte :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karteczki też mam wszystkie i schowałam je już do swojego wielkiego pudła pamiątek ;)

      Usuń
  2. Byłam ostatnio w tym muzeum. To było niezwykłe przeżycie. Jedynie żałuję stania w kolejce na film "Miasto Ruin".

    OdpowiedzUsuń
  3. Na zawsze pozostaną wspaniałe wspomnienia <3

    OdpowiedzUsuń
  4. wstyd, mieszkam w Warszawie, a jeszcze nie byłam w tym Muzeum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic straconego ;) wybierz się tam jak najprędzej :)

      Usuń